Dlaczego jesteśmy zaćwiczeni według Daniela E. Libermana?
- Anna Bilska

- 18 sty 2021
- 3 minut(y) czytania

Daniel E. Liberman jest paleontologiem, profesorem nauk biologicznych na Wydziale Biologii Ewolucyjnej Człowieka Uniwersytetu Harvarda. W swojej najnowszej książce „Exercised: Why Something We Never Evolved to Do is Healthy and Rewarding” (Zaćwiczeni: Dlaczego coś, co nie było celem naszej ewolucji, jest zdrowe i nagradzające”) przypatruje się kwestii ćwiczeń fizycznych poprzez pryzmat antropologii, biologii ewolucyjnej, biologii człowieka oraz nauk o zdrowiu oraz własnych doświadczeń. Obala przy tym wiele popularnych mitów dotyczących ćwiczeń. Daniel E. Liberman przez wiele lat prowadził badania nad tym, jak funkcjonuje ludzkie ciało w porównaniu do innych ssaków, czy małp człekokształtnych.
W swojej książce Liberman zastanawia się dlaczego, pomimo licznych rekomendacji większości instytucji medycznych na świcie, w tym Światowej Organizacji Zdrowia jedynie 20 procent Amerykanów podejmuje aktywność fizyczną w ilości 150 minut tygodniowo (21 minut dziennie), co jest uważane za niezbędne minimum by zachować zdrowie i dobrą kondycję.
Biorąc te statystyki za punkt wyjścia autor pochyla się nad nimi by wyjaśnić jakie mechanizmy się za tym kryją. W prezentacji dla Harvard Book Store Liberman opowiada o swojej książce i wyjaśnia dlaczego ją napisał.
Prowadząc badania w społeczności Tarahumara w Meksyku, która słynie z dobrych biegaczami. Obserwował dwa długodystansowe wyścigi, które mają miejsce raz do roku - „rarajippari” (wyścig mężczyzn) i „ariwete” (wyścig kobiet). Kiedy przeprowadzał wywiad z najlepszym biegaczem plemienia „Ernesto” próbując dowiedzieć się, w jaki sposób ćwiczy i przygotowuje się do maratonu, napotkał ze zrozumieniem przez Ernesto pytania. Okazało się, że w języku tarahumara nie istnieje takie pojęcie jak „trening”. Dopytywany biegacz odpowiedział badaczowi ze zdumieniem „Po co ktoś miałby biegać, gdyby nie musiał?" Co stało się dla Libermana punktem zwrotnym w postrzeganiu aktywności fizycznej w życiu człowieka. Dla członków plemienia Tarahumara bieg nie był wyczynem sportowym, nie myśleli o nim w ten sposób – był dla nich swoistą modlitwą.
Liberman obala najbardziej popularne mity dotyczące aktywności fizycznej. Jednym z nich jest przekonanie o tym, że nasi przodkowie byli w nieustannym ruchu (mit „atletycznego dzikusa”). W rzeczywistości zaś przedstawiciele współczesnych plemion łowiecko-zbierackich, na przykład Hadza w Tanzanii, poświęcają na aktywność fizyczną tyle ile muszą, by zapewnić sobie pożywienie – około 2 godziny i 15 minut. Przez 9 do 10 godzin odpoczywają – najczęściej siedząc na ziemi, co wcale nie odbiega aż tak daleko od zwyczajów współczesnego człowieka. Liberman uważa, że nie samo siedzenie jest szkodliwe, lecz brak częstych przerw, nawet bardzo krótkich (na przykład po pół godzinie siedzenia, kilka minut ruchu).
Aktywność fizyczna, w znanej przez nas postaci, nie była znana naszym przodkom. Służyła przede wszystkim do zdobycia niezbędnego pożywienia bądź była czynnością nagradzającą najczęściej w kontekście społecznym. W związku z tym badacz apeluje o bardziej współczujące podejście do własnej niechęci do ćwiczeń fizycznych, gdyż jest ona jak najbardziej naturalnym instynktem, u podstaw którego leży zasada zachowania energii.
O ile niechęć do wysiłku jest zrozumiała, to Liberman przedstawia również argumenty za tym, by pomimo tego uwzględnić go w swojej codziennej rutynie. W przypadku, 20-to, 30-to, czy 40-to latków regularna aktywność zmniejsza ryzyko zgonu o 21 procent, a w przypadku osób w wieku emerytalnym wynosi aż 50 procent.
Badacz przytacza ciekawostkę dotyczącą pochodzenia bieżni, tak nieodzownej dla współczesnej siłowni. Jej "prototyp" został wynaleziony w czasach wiktoriańskich przez Wiliama Cubitta jako sposób na to, by uprzykrzyć czas osobom odsiadującym wyrok w więzieniu. Ze względu na obawy, że więźniowie zbyt dużo odpoczywają, zmuszono ich do aktywności na bieżni, by uprzykrzyć im pobyt. Okazuje się, że Oscar Wild w czasie pobytu w więzieniu musiał chodzić po bieżni przez 6 godzin. Liberman w książce komentuje z rozbawieniem zachodzące przemiany. To, co było kiedyś sposobem kary, we współczesnych czasach jest czymś, za co trzeba słono płacić – w postaci karnetu do siłowni, bądź własnego urządzenia.
Źródła:


Komentarze